Żelazło

63 Galery / Wileńska 63
26.09 – 19.2024 

Artyści:
Marta Nadolle,
Viola Plaga-Głowacka,
Adam Nehring,
Maciej Cholewa

kurator: Paweł Brylski

grafiki: Aneta Zdziech

 

Polemika z utopijną wizją współczesnej aglomeracji.
Rdza, napór i eksploatacja.
Jak przedstawić śmierć naturalną tkanki miejskiej?
Sytuacja jednostki w organizmie zurbanizowanym. Historie podbojów i wędrówek.
Granica między starym a nowym porządkiem.

Jeszcze do niedawna prawobrzeżna Warszawa cieszyła się złą sławą. Rozsądek podpowiada, dodajmy dla porządku, że w świetle wszelkich zasad językowych nie można cieszyć się złą sławą, to niefortunny zlepek. Można się cieszyć czymś dobrym, a złą sławą można być owianym. A jednak, prawobrzeżna Warszawa należy do tych miejsc, które łączą pokątny występek z entuzjazmem, świadczą o tym niekończące się przyjęcia na kompletach wypoczynkowych zbudowanych z czego się tylko da, zachrypły mindfullness w wykrzyczanym w poprzek ulicy oświadczeniu “mnie cieszy każde małe gówno”, a nawet sztuczne ognie wystrzeliwane każdej nocy w praskie niebo, jakby noc w noc zaczynał się tutaj coraz to nowy rok.

Kto wie, być może zlepkiem jest również sformułowanie prawobrzeżna Warszawa. Miasto o historycznej nazwie Warszawa jest ulokowane na skarpie wiślanej, a przeciwległa Praga dłużej była samodzielnym miastem, niż dzielnicą aglomeracji warszawskiej. Przyłączenie nastąpiło dopiero pod koniec osiemnastego wieku, na tyle niedawno, że zdarza się jeszcze usłyszeć na Pradze, że ten i ów czy ta i owa jedzie do Warszawy. Mimo nieznacznego, symbolicznego wręcz oddalenia od centrum, Praga zachowała wiele cech peryferyjnych, jest przykładem małego miasta zamkniętego w strukturze dużego i tak jak peryferia, kocha paradoksy, wszystko co skomplikowane, o czym centrum na chwilę chce zapomnieć.

Słowo peryferia oznacza obwód koła, graniczny punkt oddalony od jego środka. Powiększanie się centralnego okręgu oznacza, że miejsca położone na dotychczasowej granicy wchodzą w obręb pola. Centrum z wolna zawłaszcza Pragę, remontuje kamienice, które po wybieleniu wzniecają pożądanie na rynku nieruchomości; w tym samym czasie zmienia się demografia i zachodzą procesy, których określenia tworzy się poprzez dodanie do nazwy dowolnej globalnej marki przyrostku -izacja. Przyczółkami oporu nie-zachodu dla mechanicznych ramion terminatorów, są lokalne sklepy i punkty usługowe jako pełne antysystemowych szczelin zworniki społeczne.

W użytym za badaczem i teoretykiem post-kolonializmu Vivekiem Chibberem zestawieniu pojęć zachód i nie-zachód, nie chodzi oczywiście o strony świata. Zachód rozumiemy jako synonim racjonalizacji, katalogowania, uniformizacji, hierarchizowania i utowarowienia. Nie-zachód nie jest wschodem, tak jak globalne południe nie zawsze jest południem, te różnice nie łatwo dają się mierzyć kompasem, to jedno z serii pojęć, które jest nieprecyzyjne, bo nieprecyzyjny, nieformalny, zdecentralizowany i amorficzny jest zbiór, który próbuje nazywać. Nie-zachód to ciemna strefa poza granicą blasku zachodniego oświecenia, to groźna i fascynująca magma, orientalizowana i egzotyzowana, wzbudzająca imperialny odruch odkrywania, podporządkowywania i eksploatacji.

To też na nie-zachodzie ojcowie sztuki nowoczesnej szukali prawdy doświadczenia artystycznego, wyczerpani zachodnią produkcją dzieł sztuki, wyjałowioną przez sprowadzenie do funkcji towaru, zafascynowani oddziaływaniem nieoficjalnych i marginalizowanych estetyk. Oczywiście, również sztukę nie-zachodnią łatwo rynek potrafił zamienić w towar, doświadczenia egzystencjalne i tożsamościowe w produkt luksusowy. Towarem może stać się każde dobro. Przyglądamy się pęknięciu na granicy światów na wystawie nazwanej słowem Żelazło, które wykuł czy też wyżuł trzyletni Otto łącząc w jedno wszystko to, co miękkie i nieforemne z tym, co wielkie i ciężkie, z żelaza, stali, jak żelki na niedobór żelaza. Słowotwór Żelazło ma w sobie melodię zabawy i szczęk niepokoju, stał się więc hasłem wywoławczym do zajrzenia w moment, gdy Praga przestaje cieszyć się złą sławą i zaczyna się martwić dobrą.